sie pilo sie i kacowalo sie - w takich slowach mozna to skrocic
czwartku za bardzo nie pamietam, tylko tyle ze wieczorem byla imprezka u moich spanish friends, Czeczu i Javi, bylo bardzo"upoj-mnie", chlopaki mieli 10 litrow wina i sie nawalilem sie, potem bylo wyjscie na miasto, ale tego nie pamietam, w ogole dziwie sie ze udalo mi sie w stanie jakim bylem w ogole gdzies wyjsc, ale podobno szybko wrocilem, potem podobno siedzialem u Daniela potem u Czecza w pokoju z Danielem, potem w Gaza i Dreeda, zasnalem na lozku Dreedinha, a gdzies po 6 wrocilem do swojego wyra, gdzie spedzilem nastepnych pare godzin tak do 17-ej, takiego kaca mialem ze myslalem mnie zajebie na smierc,
no i wstalem o tej 17, choc jeszcze bym se polezal, lecz Daniel mnie poinformowal, ze q... przydalo by sie pojsc na ostatni portugalski, wpis wziazc i w ogole, no wiec sie wytoczylem i poszedlem,
2 godziny spedzilem z opuszczonym lbem podtrzymywanym przez reke oparta lokciem o lawke,
wrocilem do akademca, gdzie z Kriszem przyrzadzilismy zupe, grochowa z wszystkim innym procz grochu, ale za to z jakas cietrzerzyca czy innym hujstwemm, ale dobre to, byla zajebista
a tak w ogole to Kriss ostatnio mnie jakos rozpieszcza normalnie, te zupki i takie tam, w dupie mi sie poprzewraca chyba normalnie, kabanosy i biala Polska kielba ;)
potem bylo spotkanie z Rita, zaprosila nas do jednego baru-kawiarenki, po zupie zrobilo mi sie lepiej, wiec se poszedlem, bylem tylko ja, Pablo i 3 dziewczyny z San Antonio, bylo milo i postanowilem ze nie bede pil alk i dotrzymalem zobowiazania swojego, zamowilem herbate, a dostalem wrzatek z mala skorka cytryny, acha spoko, ale stalo sie cos takiego ze grzebiac po kieszeniach znalazlem torebke herbaty, how? ich weiss nicht.
no ale se rozrobilismy z Pablem i byla normalna herbata, no strzelilem se jeszcze cole, bo suszylo jak sk... potem Rita poodwozila nas po resydencjach, w naszym przypadku trwalo to moze 20-30 minut choc doszlibysmy do siebie w gdzies 10, ale milo bylo,
a gdy wrocilem do paca, Kris wyciagnal mnie do baru na piwo, i takim to sposobem moja postanowienie h.. strzelil, dobrze ze baru zamykaja tu o 2, bo oszczedzilo mi to juz troche kasy i kaca
potem wstalem w sob i postanowilem ze juz nie wytrzymam w tym pokuju z tym pigmejem i wszedobylskim grzybem, on jest naprawde wszedzie!!(kiedys o nim napisze) zabralem czesc gratow i wbilem sie na miejsce Dejva, ktory zmyl sie na luty, przyszedl Daniel z Ariadna, ktora zaaplikowala mi wielka dawke hiszanskiej i galijskiej kultury i muzyki, po godzinie spedzona z nia przy laptopie modlilem sie o koniec, choc niektora muza byla dosc spokojowa, ale za duzio
potem zaczelismy pic!!! w sob pili chyba wszyscy, po kuchniach pokojach wszedzie, potem ciec nas ganial wyganial przeganial i rozganial,az w koncu wywalil mnie i Krisa z akademika, zaopatrzonych w wodke z cola
ogolnie wiekszosc sie napila zdeczka, a ja chyba prawie jak zwykle najbardziej,
poszlismy na disco bylo zajefajowo, bawilem sie morowo, do czasu az gdzies o piatej czy przed zdeka, zasnalem na barze, apotem mialem problemy z ochroniarzami i szefem klubu, podobno nie pierwszy raz, choc tego za bardzo nie pamietam, bo nie mialem kasy ;P(jak i kumple hiszanie tez Czecz i Javi i Danni), ale inny hiszpanski ziom mi pozyczyl wiec git i jakos sie dotoczylem do paca, choc bok mnie boli jak sk.... i nie wiem czemu
a tytul bloga chyba pownienem zmienic na: Rafity przypaly z portugalami...
o niedzieli chyba nie musze pisac jak mi minela... :/
qrcze zatesknilem za ekscesami i wyjsciami to mam
a dzis zagadalem z niejaka Filomena:szefowa wszystkich szefow od spraw akademikowych, ciezko bylo tam dojsc w bolem w boku ale jakos i przeprowadzam sie do Pabla w miejsce Krissa jak wyjedzie, zobaczymy czy bedzie z niego lepszy roommade niz z Timora ;)
