swieta swieta i po swietach
coz jak wszyscy wiedza byly teraz swieta Bozego Narodzenia tzn w Polsce jeszcze je macie tutaj sie juz skonczyly jest tylko 1 dzien swiat,
jak minely swieta??bardzo fajnie, milo i sympatycznie
za 5 euro - bo tyle wyniosla zrzuta najadlem sie 2 dni, troche napilem i fajnie bawilem i w sumie inc nie zrobilem(jak zwykle ;) ), bylo okolo 30 osob sami Polacy i dwoje rumunow, chyba czuli sie troche wyalienowani, ale jak sie zapytalem o to powiedzieli ze rozumieja i bardzo dobrze sie bawia, i uwierzylem im - chyba mowili prawde,
bylo sporo zarcia w sumie tylko pare osob cos robilo a reszta przyszla na gotowe, ale zawsze tak jest a i onibyli bardzo zadowoleni,
co bylo: najpierw barszcz z torbki z pierogami, bacalhau- czyli dorsz, z jakimis warzywani i ziemniakami i jajkiem- to tradycyjnie jedza portugale na swieta, i jeszcze ryba po grecku i kilka salatek, racuchy, i ciasta- glownie kupione i zrobiona szarlotka, plus winko i soczki,
no i powiem ze bylismy ja Daniel i taki jeden Jaro, jak pingwiny z misji swiateczej pingwinow z madagaskaru(a pro po moich nowych idoli ;)) bo wyruszylismy po kolege ktorego nie bylo tam z nami, wyszlo potem ze sie zgubil bo za pozno wyszedl za nami(nie wiem co on w tym pokoju robil??), ale nie moglismy pozwolic aby zostal sam w swieta i poszlimy i go znalezlismy
abylismy druga misja ratunkowa ktora wyszla po niego
potem oplatek i zasiedlismy do stolu , sie nawpierdzielalem ze ruszyc sie nie dalem rady poprostu na maxa, a potem jako ze jestem tradycjonalista to tradycyjnie nie poszedlem na pasterke, a poszlismy na stancje do kumpla i zrobilismy mala imprezke z jednodniowa zubrowka(smirnoff plus trawa ta specjalna) i porto, bylo milo, procz mnie;) chyba wszyscy sie zdeczka wcieli i gites, potem spac obudzilem sie taki glodny ze bylem jednym z pierwszych na nogach, pierwszy byl chyba Daniel ktory pooganial wszystkich aby wstawali bo trzeba isc dalej swietowac, jak zwykle trzeba bylo czekac na niektorych ale mozna po 3 miesiacach do tego przyzwyczaic i ruszylismy znowu do klubu gdzie mielismy wigilie, a tak w ogole to byl masonski dzentelmenski klub(bez jaj!!), mowie wam faza tak se siedziec w fotelu lub na sofie i popijac se winko w masonskim klubie w portugalii, no i znowu sie najadlem tym razem nawalilem, bylo naprawde zajebiscie , jak lordy bylismy
a Mikolaj przyniosl mi ciastka i 5 euro, a Danielowi Marlboro czerwone setki slicznie zapakowane z rozowa wstazeczka
a teraz swieta minely i trza wracac do rzeczywistosci: ze jeszcze tyle q... tego do zaliczenia i np ze nie ma nic w lodowce, achhhhhhhhhhhhh fodesik
a wam wszystkim w kraju obchodzacych 2 dzien swiat Feliz Natal
jak minely swieta??bardzo fajnie, milo i sympatycznie
za 5 euro - bo tyle wyniosla zrzuta najadlem sie 2 dni, troche napilem i fajnie bawilem i w sumie inc nie zrobilem(jak zwykle ;) ), bylo okolo 30 osob sami Polacy i dwoje rumunow, chyba czuli sie troche wyalienowani, ale jak sie zapytalem o to powiedzieli ze rozumieja i bardzo dobrze sie bawia, i uwierzylem im - chyba mowili prawde,
bylo sporo zarcia w sumie tylko pare osob cos robilo a reszta przyszla na gotowe, ale zawsze tak jest a i onibyli bardzo zadowoleni,
co bylo: najpierw barszcz z torbki z pierogami, bacalhau- czyli dorsz, z jakimis warzywani i ziemniakami i jajkiem- to tradycyjnie jedza portugale na swieta, i jeszcze ryba po grecku i kilka salatek, racuchy, i ciasta- glownie kupione i zrobiona szarlotka, plus winko i soczki,
no i powiem ze bylismy ja Daniel i taki jeden Jaro, jak pingwiny z misji swiateczej pingwinow z madagaskaru(a pro po moich nowych idoli ;)) bo wyruszylismy po kolege ktorego nie bylo tam z nami, wyszlo potem ze sie zgubil bo za pozno wyszedl za nami(nie wiem co on w tym pokoju robil??), ale nie moglismy pozwolic aby zostal sam w swieta i poszlimy i go znalezlismy
abylismy druga misja ratunkowa ktora wyszla po niego
potem oplatek i zasiedlismy do stolu , sie nawpierdzielalem ze ruszyc sie nie dalem rady poprostu na maxa, a potem jako ze jestem tradycjonalista to tradycyjnie nie poszedlem na pasterke, a poszlismy na stancje do kumpla i zrobilismy mala imprezke z jednodniowa zubrowka(smirnoff plus trawa ta specjalna) i porto, bylo milo, procz mnie;) chyba wszyscy sie zdeczka wcieli i gites, potem spac obudzilem sie taki glodny ze bylem jednym z pierwszych na nogach, pierwszy byl chyba Daniel ktory pooganial wszystkich aby wstawali bo trzeba isc dalej swietowac, jak zwykle trzeba bylo czekac na niektorych ale mozna po 3 miesiacach do tego przyzwyczaic i ruszylismy znowu do klubu gdzie mielismy wigilie, a tak w ogole to byl masonski dzentelmenski klub(bez jaj!!), mowie wam faza tak se siedziec w fotelu lub na sofie i popijac se winko w masonskim klubie w portugalii, no i znowu sie najadlem tym razem nawalilem, bylo naprawde zajebiscie , jak lordy bylismy
a Mikolaj przyniosl mi ciastka i 5 euro, a Danielowi Marlboro czerwone setki slicznie zapakowane z rozowa wstazeczka
a teraz swieta minely i trza wracac do rzeczywistosci: ze jeszcze tyle q... tego do zaliczenia i np ze nie ma nic w lodowce, achhhhhhhhhhhhh fodesik
a wam wszystkim w kraju obchodzacych 2 dzien swiat Feliz Natal
