Rafity przygody z Portugalami na koncu swiata

Saturday, June 02, 2007

slowo na niedziele

coz coz zbliza sie coraz szybciej wyjazd z tego mojego kurwidola zwanym przez tubylcow Covilha, i coz ja moge tu jeszcze dodac od siebie, wlasnie leci piosenka pt. ready to go, ale ja nie jestem ready ani fizycznie ani psychicznie, ale huj co poczac,

no nie wiem moze kilka podziekowac:

dziekuje armi szwajcarskiej za wynalezienie scyzoryka w ktorego posiadaniu jest Pablo, gdyz jest tam korkociag i otwieracz do piwa,

dziekuje tworcom i wlascicielom wyszukiwarki google zarowno .com i .pl, jako moja niezastapiona pomoc naukowa, w zasadzie to jedyna, ale dzieki,


ach zjebany jestem i weny nie mam,

coz troche zem ja tu przezyl tego i owego, kilka przygod zarowno spoko jak i dziwnych jak i zwyczajnie glupich,
troche winka sie rowniez wypilo, co czesto te przygody urozmaicalo a w zasadzie czesciej to bylo ich przyczyna,

poznalo sie wiele interesujacych ludzi, ze tak powiem w swiatowym towarzystwie sie obracalo: portugalczycy - jak psow ich tu, niekurwa stety,
hiszpanie - piekni i dzicy,
hiszpanki - ajjjjj Laura,
polacy - z roznych stron kraju,
murzyni - afryka czasem naprawde jest dzika,
francuzi - calych dwoch, w tym jeden to bardziej portugalczyk,
slowency i rumuncy - ich to prawie nie pamietam,
Krisz - noooo, on to jest chyba z marsa,
Chechu - najwspanialszy czlowiek jakiego znam,
Pablo - poczwarka tlumio0na przez Krisa ktora potem zamienila sie w motylka,;P, trzymam kciuki za jego dalsze podboje milosne np z ......... jego mistycznym idealem kobiety rodem ze slonecznej italii,

a no i timorczycy i grzyb, ale to z pamieci prawie wymazalem,

przezylo sie tu rowniez kilka wznioslych uczuc, np ostatnio na imprezie ogladajac wschod slonca czy jakis czas temu gdy zaszedlem przypadkiem do pokoju Javiera i Julka i w zasadzie Checha a Dawid tez tam byl,

ale bylo tez pare milosci i takich tam, nie stety bardziej nieszczesliwych i to nie tylko dlatego ze nie bylo bzykania z nimi beep!, lecz poprostu lamaly mi serca beep!, i rowniez lamal - ach ten Julek;

ubytek IQ i komorek mozgowych tez mial miejsce,

mialo sie tu kilka ksywek, niezniszczalna ksywa a w zasadzie to tak jakby tu moje imie - Rafita, Pablo jakos kiedys w porywie nazwal mnie Rafal to sie nagle zamyslil i poprawil sie, w zasadzie to tak jakby Rafal to bardziej moja ksywa niz Rafita,

byl rowniez : Szwagier - co sie wzielo od tego ze mialem tu prawie rodzine, czyli Gaza,

byl : Rastaraf

bylo: Czlowiek Pajak

byl ostatnio: Kordian, hipis marzyciel i romantyk poszukujacy sensu istnienia,

wiec troche tego bylo,

wlasnie Pabla juz nosi i pic mu sie chce, raczki mu do butelki Porto kleja ;p a dopiero 20godz,

moim ulubionym miejscem tu jest moje lozko i Sogarrafas - monopol, i nie prawda ze tu sie wolniej zylo czy cus i sie nie spieszylo nigdy, zawsze sie spieszylo: pon-pt spieszno bylo do 21godz a w sobote do 19, gdyz to byly godziny zamkniecia sklepu,

ajjjj nie wiem co dalej pisac bo musze pomyslec a boje sie robic przerwy i wyjsc gdzies bo Pablo siegnie po butle, ajjjj te zycie jest q... skomplikowane

0 Comments:

Post a Comment

<< Home