Rafity przygody z Portugalami na koncu swiata

Thursday, March 29, 2007

yo

korzystajac z nieobecnosci meu amigo de quarto Pabla, skorzystam z jego laptopa i trzasne posta

no wiec jako ze mielismy z Danielitem rocznice w poniedzialek postanowilismy uczcic ja jakos wyjatkowo i poszlismy na podwojna randke z Julkiem i Pablem, na romantyczna kolacje do restauracji, bylo milo sympatycznie i tak wspomnieniowo, gdyz wspominalismy nasz pobyt tutaj i doszlismy do wniosku ze nie przepadamy ze tak powiem za portugalczykami, nie wszystkimi oczywiscie ale...

potem poszlismy z Danielem po alkohol i wpierw pilismy na tutaejszych Magdalenkach(dla nie wiedzacych amfiteatr w Bialym gdzie sie pije a czasem chodzi na koncerty), tu rowniez jest amfiteatr tyle ze duzo mniejszy i tu sie chyba na nim nic nie dzieje, ale chcielismy se wspomniec dawne magadalenkowe czasy wiec se tam poszlismy pic browar, taki klimat chcielismy zlapac i zlapalismy, poza tym zmarzlismy a przynajmniej ja

a Daniel ujal to bardzo spoko: "i tak zawsze konczymy na magdalenkach"

a potem poszlismy do paca gdzie sie doj...smy winem Porto, a co raz sie ma tylko taka rocznice i potem probowalem poczuc kopniecia dziecka w brzuchu kolezanki ale cos nie kopala

we wtorek natomist, ledwo sie zwloklem z wyra, i wieczorem sie "luzowalismy" bronki plus h

wczoraj w srode zajebalem sie wodzitsu i chyba czyms jeszcze ale nie pamietam, ogolnie bardzo fajnie bylo ale pod koniec juz tylko jak przez gesta mgle pamietam, ale sie racuchow najadlem zrobionych przez Emilke pycha, niech jej Bozia w dzieciach wynagrodzi

a do wyra polozylem sie ze wszystkim co na nim lezalo akurat ciuchy, slownik, telefon, ksiazka o wawelu, zeszyt, nawet but, wiec cala gama rzeczy,

no a dzis spokoj pozdrooo

Monday, March 26, 2007

polrocznica

coz dzis mija/nasza(bo wspolna z Danielem) polrocznica w tym pierdolniku zwanym Portugalia, no i te wydarzenie jakos nastraja mnie na myslenie zarowno o przeszlosci jak i o przyszlosci tutaj, wiele mysli przemyslen(choc moze jednak w sumie nie tak wiele) przychodzi do glowy, chcialoby sie tyle o tym opowiedziec(ale mi sie nie chce), wiec w sumie nie wiem co tu napisac

moze poprostu zloze kilka podziekowan:

dziekuje Krisowi- za niejednego kaca, zarty, opowiesci(ktore jakos bardziej docenilem kiedy juz Cie zabraklo drogi amigo), pobudki, plotki, grochowki i marskosc watroby,

dziekuje politechnice radomskiej- za to ze wyslala tu takich aparatow jak Grzechu, z ktorym niejedno wino obalilem i Marte- ktorej uroczy smiech i jakze urocze teksty i historyje uswietlaly mi pobyt tutaj, i normalnie jak mama jest czasem,

dziekuje Timorowi- ze mnie nie zabil,

dziekuje producentom win- Gallitos i Oito Bicas i Alcambra(czy cus) za niezapomniane oraz zapomniane doznania i przezycia,

dziekuje policji w Porto- za to ze mnie nie zgarnela na sylwka, i podwiozla Daniela,

dziekuje Karolinie- za przywiezionego zubra;),

dziekuje Emilii- za to ze zaczalem ja nasladowac i cholera tak mi zostalo(te pogrubianie glosu czasem),

dziekuje Pablowi- za to ze ma otwieracz,

dziekuje Czeczu i Javiemu- ze sa jacy sa,

dziekuje Filomenie- za to ze nie zgodzila sie jednak abym mieszkal z Czeczem,

dziekuje samemu Jorge-owi wszystkich Jorge-ow- za to ze mowi do mnie: hi,

dziekuje wszystkim osobom ktore byly tematami plotek- za to ze mozna bylo o nich poplotkowac, choc jak Krisza nie ma mniej sie wie,

no i w ogole dzieki wszystkim, co mieli ze mna do czynienia i nawet po tym troche mnie lubia

pozdrrrrro

ogloszenie duszpasterskie

w zwiazku z zaginieniem mojego grande-duzego zajebistego wielkiego kielona chce tylko powiedziec aby jego znalazca, obecny posiadacz q... oddal mi go!!!!! oglaszam amnestie dla tego kto go ma, moze mi go nawet pod drzwiami polozyc(8E, pietro 2)


I want to say for currently owner of my glass, give me back my fuckin cup m..f..!!!!!!!

nie wzialem slownika portugalskiego wiec nic w tym jezyku nie napisze

Wednesday, March 21, 2007

witam stesknionych informacji z mojego nudnego zycia na obczyznie

coz co ostatnio sie wydarzylo? bylem w czw na imprezie gdzie sie napilem i zakumplowalem z jakimis portugalami, choc nie wiem co to za goscie, ale spoko byli, gadka jakbysmy sie znali ze hohohoh no i sie spoko jaralo z nimi

potem wyruszylismy na tripa: ja i moje dwa przydupasy tzn latynoscy towarzysze podrozy Danielito i Pablo(inaczej Daniel i Pawel),

wpierw pojechalismy do Guimaraes takie miasto nad Porto tzw kolebka Potrugalii, niech to miejsce przekletym bedzie!!!!!! nie wiem co za debil wymyslil ten kraj!!
no i se tam chodzilismy i ogladalismy, jedyne co mi powiedzialo ze tam zaczela sie portugalia, byl napis na nieprawdziwym odbudowanym murze, ze tu sie narodzila portugalia, ale misto fajnawe, najpierw zwiedzalismy i bylismy nawet w muzeum, jakis taki stary zamek, jakiegos krola juz nie pamietam jakiego teraz nawet prezydent potrugalii tu ma swoja siedzibe, no wiec chapnelismy sie po te 1,20 Euro i weszlismy do srodka i poogladalismy duzo starych rzeczy,
no ogolnie zwiedzilismy sobie troche to miasto, a potem poszlismy sladami Kiary, Pabla wloskiej przyjaciolki ktora kiedys poznal na lotnisku i spedzil z nia niezapomniane 30 godzin, ona tu studiuje na architekturze tak jak i Pablo na erazmusie, ale niestety jej nie bylo gdyz rowniez pojechala na wycieczke do hiszpanii gdyz na dosc tego kraju, no i Pablowi smutno bylo ze jej nie spotkal i taki zamyslony byl,

potem wybralismy sie do Bragi dalej na polnoc, tez spoko miasto, lubie to w tym kraju ze w centrum miasta mozna se siasc i pic i nic nikt ci nie robi problemow, akurat tego moglibysmy sie nauczyc od tych ludzi,
no i rowniez chodzilismy se zwiedzalismy i ogladalismy stare budynki koscioly i takie tam, ladne miasto, a najbardziej podobalo mi sie wzgorze Bom Jesus, jest tam fajny kosciol z wypasionymi schodami, ludzie sobie tam chodza na spacery jogging a czasem nawet na msze, i dziwne bylo bo widzialem duzo biegajacych i cwiczacych portugali, panienki z nie az tak duzymi tylkami jak to wiekszosc w Covihli ma, w ogole inna bajka,

potem wyszlo na to ze chyba cos mi sie pojebalo jak sprawdzalem mecze w necie bo mial byc mecz w Bradze a go chyba nie bylo, przynajmniej nie wtedy kiedy myslelem i tam poszlismy, druga ewentualnosc jest taka ze q... pomylilismy(pomylilem) stadiony i se niezly spacer zrobilismy, ale braga to teraz dla mnie jak Bialystok, jak kieszen znam ja, a Daniel taki troche wqrzony lekko byl na mnie ale tylko leciutko,

a na koniec pojechalismy do Porto aby przejsc sie do winiarni z winem porto, i tam bylo milo bardzo milo, najpierw cie prowadzaja a potem daja sprobowac wina, bylismy w trzech, w jeden placiclismy a w dwoch nastepnych za free, i powiem ze sie lekko wcialem Pablo tez Daniel odrobine, chcialem isc di jeszcze kolejnych ale czasu juz nie starczalo bo na bus trza bylo isc a chlopaki na moj pomysl nocowania na dworcu niezbyt chetnie sie zapatrywali, a tak w ogole to juz w 3-ciej Daniel podal nas za czechow, aby jakcos lipy bysmy narobili nie poszlo na nasz kraj, a ze Pablo nie lubi czechow podalismy sie za nich,

jakie inne ciekawostki z podrozy: wzbogacil sie na nas mcdonald´s bo 3 dni w nim jedlismy,
Pablo mial duzo farta bo wygral najwiecej w promocjach w macu,

stworzylismy z Danielem potwora(chodzi o Pabla), ajjjj jakby to powiedziec, coz niech to zostanie miedzy nasza trojka,

chcielismy sie wbic do akademikow w Guimaraes podajac sie za nowych erazmosow ale tam to jest jednak jakos zorganizowane i nie dalo sie tak latwo, w Covihli to bysmy pewnie dostali klucz i tyle ale nie tu,

ja zaprzyjaznilem sie z jednym starszawym portugalem Armando, poszedlem sie zapytac jak dojsc na stadion i czy mecz jest, i rozgorzala dyskusja, coz ja portugalskiego i tak malo rozumiem ale pijanego portugalskiego to, nie no w sumie cos zaqmalem, ale nie wiele, i w ogole browca mi postawil dal nr telefonu abym zadzwonil pod wieczor i w ogole powiedzial ze jest moim amiogo portugues a ja amigo polaco i powiedzial ze jakbym mial jakies problemy to zebym dzwonil to mi pomoze, no ale nie zadzwonillem tego wieczoru, qrcze chyba troche tego zaluje mogloby byc ciekawie, jakby te chlanie i dziwki sie sprawdzily o ktorych mowil to mogloby byc spoko, no ale jednak nie bylem pewnien i jakos nie wyszlo :/

prowadzilismy wiele inteligentnych i ciekawych dyskusji ktore glownie zaczynaly sie od slow: kogo bys przelecial jak bys mial do wyboru........., coz powiem ze Pablo sie troche zgorszyl ale ma na nas haki

poznalismy w hostelu milych portugalii ktorzy chciali nas wyciagnac na jakiego biegi orientacyjne czy co innego, ale nie dalismy sie, choc to nasze lazenie troche takie cos przypominalo, tez byl bieg orientacyjny tzn dla Pabla specerek a dla nas z Danem bieg za Pablem,

w bradze byla jakas impra erazmusowa ale ze nie mielismy zajebanego pojecia jak tam sie dostac to nie zawitalismy na nia,

poza tym upocilem sie, narobilem odciskow na nogach i lekko rozjebalem se buty, czyli normalka

Thursday, March 15, 2007

coz nowego u mienia, najlepszym slowem okreslajacym to bedzie slowo NIC,
kasy cooooooraz mnieeeeej,

obijamy sie jak mozemy, ostatnio znow nie poszedlem na impreze haaaa!! i sie ciesze, zreszta i tak juz bylem wciety zdeka i wolalem ogladac Joyego(serial),

zaczely sie zajecia z portugalskiego i dostalem dola bo szukuja sie nielatwe a ja wiekszosci zapomnialem wiec wypilem moj browar caly,

poza tym w naszym pokoju powstalo cos jakby na ksztalt muzeum-wystawy na jeden bardzo ciekawy temat, wiec zapraszam wszystkich pacowiczow aby zwiedzili, tylko nie grzebac w moich rzeczach!!!!
Pablo przeszedl samego siebie!!

a ostatnio gadalem z Krisem i coz myslalem ze to ja sie starzeje, ale w porownaniu z nim to jeszcze mlodzian ze mnie, zeby tak zdziadziec Kris!! wstyd!! Krisz wroc!!!!zasponsorujemy Cie zdeka,

jakos nic nie moge sobie innego przypomniec i weny nie mam wiec na razie tyle

Monday, March 12, 2007

what´s new?
w sumie nic ciekawego, zamulamy i takie tam,
ostatnie nowosci to to ze poprawila sie pogoda i we dnie jest teraz dosc slonecznie i cieplo i mozna sie luzowac, tak wlasnie zrobilismy w sobote urzadzajac sobie piknik w parku troche daleko od akademika ale spoko, jak na typowy piknik zarcia bylo jak na lekarstwo tzn wogole, ale za to byl browar wiec zrekompensowal brak jedzenia, no i sie wyluzowalem, a wieczorem NIE poszedlem na impreze!! haaa!! ze ja nie potrafie??

poza tym stalem sie kolejnym pewnie 138-milionowym fanem serialu Prison Break, ogladajac go ostatnio po nocach nie daje spac Pablowi, wlasnie skonczylem pierwsza serie i zaczalem lekko druga, ja p... jaka tam poj... fabula zakrecona jak budowa ruskiego czolgu, i zyje tak teraz zyciem glownego bohatera Michaela i bardzo sie z nim identyfikuje i chce sobie pieprznac tatuaz nie tak duzy jak on ma ale tez, bo w akademcu czasem jest normalnie jak w pierdlu, sa klawisze(ciecie), jest szef(przyjebana Filomena) nielubiaca erazmusow-nie mam pojecia dlaczego;p, nietypowi i wq... wspollokatorowie jak moj byly Timor czy Grzeskowy portugal"al bundy"(pamietacie gdzie trzymal on zawsze reke?) fan telenowel i pilkarskiego menadzera czy zajebista"kumpela" Marty, ktora wlasnie sie wyniosla do innego pierdla, a poza tym burdel brud i wszystko sie rozpada,

no i jestem wizualnie podobny do Mike-a ;P

no i w ogole moj obecny pokoj jest w dosc strategicznym punkcie PACa, co oznacza ze od czasu do czasu, ktos do nas zaglada, jedni czesciej inni mniej, ale tak czy siak troche a jako ze prysznic jest jakby w przedpokoju(1 prysznic jest na 2 pokoje polaczone przedkorytarzem gdzie jest zlew lodowka i kibel oraz owy prysznic) i jest ona za takimi prysznicowymi drzwiami, takie troche przezroczyste ale nie do konca, no i sporo ludzi widzialo mnie juz w samym reczniku badz bioracego prysznic i w sumie juz nawet az tak mi to nie przeszkadza(bywalo gorzej np w woju), a na naszego 3-ciego wspol-lo czy razcej wspollokatorke to juz w ogole nie zwracam uwagi czy jest u nas czy nie kiedy sie myje,
oczywsicie troche tesknie za czasami kiedy bylo nas mniej a ja bylem sam w pokoju i moglem sobie paradowac nago w pokoju po kapieli i wcierac na luzaka mleczko odziedziczone po rzeszowskich dziewczynach(Daniel ma balsam) ku uciesze badz nie, ludzi mieszkajacych w bloku na przeciwko

co jeszcze? Pablo starl grzyba z okna tzn grzyba?! grzybka raczej, bo w porownaniu z grzybem w moim poprzednim roomie to jest tylko grzybek,

a co do innych podobienstw z moim poprzednim pokojem to dodam ze sasiadow rowniez rzadko widuje a jak obecny puszcza draca sie muze(nawet spoko) to poprzedni poprostu sie darli na siebie, ze nie wiem kiedy sie klocili a kiedy nie, a poza ty ci poprzedni byli zwyczajnie pierdolnieci a ci chyba tylko troche,

poza tym staram sie juz nie rozrabiac, choc nie zebym ja duzo broil czy co, przeciez wszyscy wiedza ze grzeczny i mily jestem, a tak poza tym to w przciwienstwie do niektorych u mnie wladze akademca byly tylko raz i polubownie sie rozeszlo, a do takiej Marty to juz dwa razy wpadali ;P

no tyle ze mnie dzis

Thursday, March 08, 2007

can we forget about the things I said when I was drunk, I didn´t mean call you that???? :(
co u mnie? a dupa

w skrocie to mozna to przedstawic tak: nazjezdzalo sie sporo ludziow wiec znowu sie stworzyla polska kolonia w gorach portugalii,

przyjechal moj wspol-lo Pablo, chcial mi zrobic mila niespodzianke bo wiedzial ze na pewno brak mi Krisa, to aby mi go przypomniec wszedl i powiedzial gdy sobie lezalem i cycedzil:"i kto jest zajebisty!?", od razu wspomnienia powracaly, w sumie dziwnie miec roommate-a z ktorym mozna porozmawiac, ktory w ogole sie do ciebie odzywa, i to duzo, ale spoko ciesze sie

wszyscy tesknimy za Kriszem, serio!! Kris tu rzadzil i teraz nie ma kto zajac jego miejsca, nikt nie jest na tyle zajebisty, a ostatnio powiedzial ze nie przyjedzie do bialegostoku, ej no stary nie wal w huja masz przyjechac i tyle!! no i chcemy zrobic zrzute aby jeszcze tutaj przyjechal na troche w odwiedziny

moje postanowienie o nie piciu, huj strzelil, ale teraz to serio przestaje,

ostatnio autor owego bloga popisal sie jedynie chamstwem i chlastwem, cos mi sie z mozgownica nie teges chyba, cos sie przegzalo i postanowilem dzis w czasie dlugiego spaceru ze spierdalam stad za 3 miechy, w sumie i tak by mi sie kasa skonczyla i w ogole(coz zostalem obdazony bardzo lekka reka, kase ktora mam rozpierdalam predko) ale spadam stad wiec mrozcie szampany(oczywiscie bezalkoholowe), trza wrocic do rzeczywistosci, i stanac na przeciw sprawom polskim i siostrom ktore mnie chyba udusza jak wroce,

Thursday, March 01, 2007

no dobra wyszedlem wczoraj na miasto i to nie na spacer, ale nie zlamalem tego czego sobie powiedzialem o wychodzeniu na balet, bo to nie byl balet w normalnym tego slowa znaczeniu a jedynie zwykle wyjscie ze znajomymi na piwo na "uliczke" tzn do baru buffalos, lecz on zawsze jest tak zajebany, ze nie da sie wejsc i stoi sie na zewnatrz i pije browar, trwaja rozmowy w toku smiechy chichy, mix polsko-portugalsko-hiszpankiego i ang jezyka itp, czasem przyjdzie dziadek pieski masturbator, ale bylo pozytywnie, potem po powrocie wyzlopalismy piwa Daniela i w kime po 5,

poza tym ostatnie nowiny z gminy to: znalazlem moja mala lyzeczke ktora zgubilem w grudniu, odnalazla sie w moim nowym pokoju ;), gdy ja zgubilem zaczalem uzywac lyzeczki Grzeska ktora zostawil mi jak wyjezdzal, lecz ja rowniez zgubilem i mam problema bo on dzis wraca tutaj:/, w sumie gdzie sa inne jego rzeczy to tez za bardzo nie pamietam ale na pewno gdzies je mam, lecz biedny Daniel tak sie przyzwyczail do czajniczka,

inna sprawa ze dwaj niezniszczalni hiszpanie Czeczu i Javi jakos sie uspokoili: kilogramy haszu i hektolitry wina i whisky nie powalily ich, jakos przestali tak ostro tankowac i w ogole spokojniejsi sa, mam nadzieje ze to tylko przejsciowe i ze znow wroca do swoich zajec, tak jak i ja moze po jakims czasie wroce, martwie sie o nich,

i nazjezdzalo sie dosc sporo ludzi na nowy semestr, prawie nikogo jeszcze nie widzialem, ale wiem ze sa,

a kursowki ktore byly tu na kursie portugalskiego w lutym, jakos milsze sa dla wszystkich i w ogole chca sie zakumplowac ze wszystkimi(choc ze mna chyba nie, bo cos nie mam sygnalow),, wczesniej jakos nie chcialy a teraz im sie odmienilo, hmmm czy lepiej pozno niz wcale?????? nie wiem wyjdzie w praniu, moje uczucia do nich to brak uczuc, choc nawet niezle dupy,

dzis jak wstalem zobaczylem ze nie mam nic do zarcia, a glodny jak sk... bylem wiec poszedlem do kantyny na zarlo, gdzie spotkalem zawsze obecnych Tiago, Nelsona byl nawet sam Jorge wszystkich Jorge-ow, dziwilo mnie troche to stal w kolejce, ale widocznie mial dzis dobry dzien i nie potrzebowal aby dzis sie przed nim ludzie klaniali i ustepowali miejsca, no i se pogadalismy z Nelsonem(francuz), w ogole teskni on za niektorymi ludzmi co wyjechali, nie pamieta imion wiekszosci ale teskni to najwazniejsze

no i dupa, a dzis nigdzie nie ide, bede czytal ksiazke, choc przydaloby sie cos wypic bo tak bez % ciezej idzie

szczala